Chłopiec i demon

2016-02-17

„Kiedy twoje słowa nic nie znaczą, zatykam uszy jak dziecko i śpiewam: la, la, la”. Już dawno żadna piosenka, a raczej jej tekst nie poorał mi tak drastycznie serca. Sam Smith, czyli jakieś nowe bożyszcze brytyjskiej muzyki pop wyprodukował ten kawałek z niewiarygodnym tekstem i świetnym teledyskiem. Wszystko podobno związane z jakąś starą boliwijską legendą o głuchym chłopcu, który miał dar uzdrawiania ludzi przez swój krzyk. Wędrował z bezpańskim psem i pomagał ludziom, aż trafił na demona El Tio, który władał wszystkimi ludźmi, którzy usłyszeli jego klątwę. W związku z tym, że chłopiec nie słyszał, nie mógł być zniewolony przez owego demona podziemi i w kopalni, która była jego mieszkaniem zakrzyczał go na śmierć. 

Najpierw myśli mi się o tym, że bardzo by mi się przydała ta dziecięca metoda, że kiedy mówi się coś złego, czego nie wolno słuchać, to trzeba zakryć uszy i głośno śpiewać lalalala. Chciałbym tak robić zawsze kiedy diabeł mówi do mnie, zamiast z nim rozmawiać, zamiast wchodzić w durny dialog, który zawsze kończy się moją przegraną, zatkać sobie uszy i wniebogłosy drzeć się lalalala. Jak bezbronne dziecko, które myśli, że w ten sposób zło przestaje mieć moc, że jak czegoś nie słychać, to tego nie ma. Właśnie tak dokładnie jest, cokolwiek o tym myślą dorośli. 

Po drugie chciałbym tak żyć. Chodzić jak ten chłopiec, głuchy na wszelkie podszepty złego, z zatkanymi uszami, dla świata upośledzony, ale w ten sposób ratujący innych krzykiem Ewangelii. Złego można przekrzyczeć. Tylko musi być ktoś, kto będzie to chciał zrobić. Jak ten bezpański pies. Weźmiesz mnie na smycz?