Odwróceni do wewnątrz

2016-02-18

„Najbardziej lubię poranki - oznajmiła Naoko - wszystko zaczyna się od nowa. W południe jest już smutniej, wieczorów nie znoszę. I tak każdego dnia”. Czytam Norwegian Wood Murakamiego. Zawsze kiedy go czytam, mam wrażenie, że ktoś był w mojej duszy, wszystko pospisywał i potem to opublikował. I teraz każdy ma dostęp. Straszny wstyd. Tak wygląda świat bez Boga, świat w pełni ludzki, do bólu prawdziwy, ale bez Boga, więc zupełnie nieprawdziwy. I to jest właśnie obraz mojej duszy. Gdybym nie wierzył, to byłbym dokładnie taki. Całe moje wnętrze, jeśli odciąć od niego boski plaster jest właśnie takie. Piękne, zatrważające, bardzo roztęsknione i nie mające znikąd nadziei. Ludzie u Murakamiego są bezdennie samotni, choć budują związki, kochają się, chodzą ze sobą do łóżka, to i tak nie mogą się spotkać, jakby oddzielała ich niewidzialna ceglana szyba, nie do przebicia. Cali są nastawieni na relację z kimś i zupełnie nie mogą zrealizować tego pragnienia. To jest jeden z najprawdziwszych obrazów tego, co stało się z nami po grzechu pierworodnym. Zostaliśmy stworzeni na obraz Trójcy, więc wszystko w nas jest dążeniem do relacji z kimś, z Kimś. I po grzechu utraciliśmy tę zdolność, bo grzech odwrócił nas do wewnątrz, zapatrzył nas w siebie i nie umiemy już wychodzić na zewnątrz, a właśnie to wyjście nas konstytuuje jako prawdziwych i szczęśliwych. Bóg jest cały wyjściem na zewnątrz, ku Synowi, ku Duchowi, i ku nam. I jednocześnie dzięki temu wyjściu pozostaje całkowicie sobą, to wyjście sprawia, że wraca do siebie. Ludzie u Murakamiego nie mają już żadnej zdolności wyjścia, są zamknięci jak w studni bez drabiny, którą można by się wspiąć do wyjścia. I jestem taki w tych wszystkich momentach, kiedy moja wiara się gubi, kiedy odchodzę, kiedy mi się nie chce. Bardzo jestem wtedy prawdziwy, ale to jest zupełna nieprawda, o tym, kim jestem naprawdę. Na szczęście Chrystus zszedł, albo raczej spadł na dno tej studni i przykleił nam plastrem oderwane przez grzech skrzydła Ducha, który unosi nas do góry, ku wyjściu. Ale tylko On może to zrobić. Uwielbiam Murakamiego i modlę się za niego. Żeby nie dał sobie odkroić tego plastra definitywnie.